#przepis na babeczki marchewkowe

Jeśli nie wiesz, co by tu szybko zrobić słodkiego i w miarę zdrowego na niedzielę, przychodzę z przepisem na babeczki marchewkowe!

JEDNA BABECZKA TO OK. 80 kcal

SKŁADNIKI

ok. 200 gramów startej marchewki

130 g banana

25 g oleju rzepakowego

jajko

25 g miodu

20 g mąki jaglanej + 100 g mąki pszennej – można tylko pszenną

3/4 łyżeczki proszku do pieczenia

trochę sody oczyszczonej i trochę soli

3 łyżeczki erytrytolu

BONUS: ok. 25/27 g czekolady białej (pokrojonej w kosteczki)

WYKONANIE

Mieszamy ze sobą wszystkie składniki (ja najpierw preferuję wrzucać do miski te mokre, a następnie suche), wkładamy do papilotek lub foremek na muffiny, a następnie do rozgrzanego piekarnika (180 st.). Pieczemy ok 25-30 minut w zależności od piekarnika. Nie trzymam się ściśle tych czasów pieczenia, należy obserwować swoje dzieło:) Jak się zarumieni – należy wyjąć, a potem delektować się!

W związku z jedzeniem

Trudna sprawa jak na nasze czasy. Dawno, dawno temu jedzenie potrzebne było do przetrwania. Walczono o nie, by przeżyć. Prosta funkcja, a jakże skomplikowana. No, trzeba było się pomęczyć.

Dziś wszystko jest ogólnodostępne – gdzie nie pójdziesz, możesz zadowolić swoje podniebienie. Kuchnie świata masz pod nosem. Zresztą samemu da się przenieść na chwilę, przykładowo, do Azji. Wystarczą odpowiednie produkty z pobliskiego marketu i zaraz możesz odwalić własne Putu Piring.

Taśma stop. Postęp na tej globalnej wiosce zaszedł nieco za daleko. Zaczął wręcz pędzić, a młode, niedostosowane jeszcze osobniki, pogubiły się i zostały w tyle. Gdzieś po drodze coś nie stykało, połączenie mózg-jelita się naderwało. Takim oto sposobem, od natłoku i rozwoju technologii, niektórzy stracili kontrolę – lub myśleli, że ją mieli, a w rezultacie było to urojenie. Tajemnicze słówko na dziś to: zaburzenie.

Gdzieś w Japonii czczą picie herbaty, oddają jej niemalże hołd i tworzą z tego ceremonię, a my wyrzucamy ziemniaki do śmietnika. Nie każdy ma dobrą relację z jedzeniem. Często ten związek jest dość burzliwy, pełen nieustannych zmian. Nie będę poruszać tutaj problemów wszelakich diet, które zostały wmyślone (właśnie… wymyślone), bo w internecie można sporo o nich poczytać. Oczywiście bardziej o ich negatywnych skutkach. Prawdziwą dietą są odpowiednie, zdrowe nawyki, nabyte po przetestowaniu tych złych. Jak się okazuje, wystarczy nauczyć się odpowiednich porcji, idealnych dla naszego organizmu. Wystarczy posłuchać, co on ma do powiedzenia, a nie Instagram, Facebook czy reszta świata. Sama właśnie to testuję i muszę przyznać – ciało się odwdzięcza niezłymi kształtami. A ja mogę w końcu jeść wszystko, co chcę. Taki układ mamy. Nastawiłam się na długoterminowość. W tym związku będę trwać już zawsze.

Centymetry w końcu się zmniejszają, a ja nie myślę jak kiedyś. Bawiłam się wówczas sama w dietetyka, który nie raz zapodawał jakiś kosmiczny jadłospis. Na przykład słoik dżemu na cały dzień. Nie polecam.

Polecam jedzonko z całego serca. W odpowiedniej kaloryczności i ilości jest na wagę złota. Przyjmuję tę stawkę!