Za dużo stresu? Zwolnij tempo

Nie wiem na jakiej zasadzie to wszystko działa, bo psychologiem nie jestem, ale kiedy człowiekowi kumuluje się wykonanie miliona zadań jednego dnia – zaczyna świrować.

Tak też było u mnie. Zaplanowałam sobie konkretne rzeczy do wykonania, ale nagle do tego wszystkiego pojawiło się kilka innych, które nie mogły czekać. Oczywiście pojawił się stres, chcący zniszczyć mnie nie tylko psychicznie, ale fizycznie. Ból żołądka, skręcanie i przewracanie w brzuchu, rozdrapywanie skórek przy palcach, ból głowy, zatok – brzmi znajomo?

Stres atakuje po cichu. Jeśli go w miarę szybko nie opanujemy, zacznie nas po prostu zabijać. Sama nie do końca jeszcze rozpracowałam metody, które pomogą opanować ten okropny stan. Jednak wiem, że jeśli dorzuca nam się dodatkowe zadania i właściwie nie wiemy, za co się zabrać, to należy wykonać te priorytetowe. Określić, co wymaga najszybszej reakcji i bez zbędnego narzekania – odrzucić resztę. Nie warto się załamywać, że nie zrealizowaliśmy wszystkich obowiązków. Nie jesteśmy robotami, którzy są zaprogramowani do pracy dwadzieścia cztery godziny na dobę (już nie wspomnę o mamach na pełen etat, chapeau bas!).

Wymagasz od siebie więcej niż możesz? Piona

Ostatnio wydawało mi się, że wciąż pracuję za mało, że powinnam cisnąć w to życie jeszcze, mocniej, bardziej! Jednak szybko zorientowałam się, iż to po prostu zwiększa presję, taką wewnętrzną. My kobiety chyba tak mamy – musi się dziać. Tylko jakim kosztem? Oby nie naszego zdrowia. Spróbuj wyjść z siebie. Serio. Stań mentalnie obok własnej osoby, własnego dnia. Czy rzeczywiście robisz mało? Sama tak zrobiłam i przejrzałam na oczy. Tyle rzeczy w ciągu doby – obowiązki domowe, praca na etat, praca poza etatem, ćwiczenia fizyczne, gotowanie, pieczenie, planowanie kolejnego dnia, pracy na następny dzień… Przecież to jest masa zadań!

JEDNO ZADANIE NA DZIŚ – wyjść z siebie i poobserwować trochę osobę obok. Spójrzmy jak wielcy jesteśmy.

Twórczość lekarstwem na stres

Kiedy pandemia przejmuje ulice, bary, szkoły, siłownie i każde inne miejsce na świecie – ja sobie lubię potworzyć. I to jest dobre.

Po całym dniu pracowania zdalnego, odcinam się od wszystkiego i tworzę. Łączę sobie zdania, piszę o czym tylko chcę, notuję jak najwięcej. Ten blog stanowi pewną formę pamiętnika dla mnie. Zawsze mogę właśnie tutaj przelać wszelkie skumulowane myśli, które nagromadziły się w mojej głowie przez cały dzień. Lubię ten stan, gdy każde zadanie już zostało wykonane, gdy zostaje mi tylko (a może aż?) poświęcenie czasu sobie. Choć nie wierzę za bardzo w horoskopy, to czasem zerkam na swojego Lwa, w nadziei, że wszechświat coś tam przyszykował nowego. Ten na 2021 mówi, że spełnię swoje marzenie.

I chyba o to chodzi, prawda? By pod koniec ciężkiego dnia – w pracy, szkole, gdziekolwiek – nadal wierzyć, mieć przeczucie, że każdy dzień jest coraz lepszy. Wszystko po to, by ten ostatni był najbardziej wyjątkowy.

Czasem gubię się w Internecie, obserwując osoby, którym tylko zazdroszczę. A nie sztuką jest zazdrość. Sztuką jest znaleźć w każdej napotkanej osobie dawkę inspiracji.

Inspirujmy się nawzajem.