najnowsze wpisy

#przepis na zdrowe ciasteczka Pieguski

Obłędnie chrupiące i do tego zdrowe, domowe! Przypominają w smaku pieguski!

PRZEPIS

SKŁADNIKI

80 g płatków owsianych

60 g mąki owsianej + 20 g mąki jaglanej

40 g gorzkiej czekolady (pokrojonej w kosteczki)

20 g cukru kokosowego (można użyć innego)

łyżeczka proszku do pieczenia

jajko

100 g masła

WYKONANIE

  1. W rondelku stopić masło i cukier. Następnie dodać jajko.
  2. W misce wymieszać resztę składników (suchych, bez czekolady).
  3. Do suchych składników dodać mokre (z rondelka), a następnie wrzucić kosteczki czekolady.

Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia należy ułożyć uformowaną w kulkę masę, delikatnie spłaszczyć (ale nie za mocno!). Włożyć do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C na około 15 minut.

Łatwo, szybko, zdrowo! Jeśli podoba Ci się przepis – napisz w komentarzu: PIEGUSKI 🙂

Za dużo stresu? Zwolnij tempo

Nie wiem na jakiej zasadzie to wszystko działa, bo psychologiem nie jestem, ale kiedy człowiekowi kumuluje się wykonanie miliona zadań jednego dnia – zaczyna świrować.

Tak też było u mnie. Zaplanowałam sobie konkretne rzeczy do wykonania, ale nagle do tego wszystkiego pojawiło się kilka innych, które nie mogły czekać. Oczywiście pojawił się stres, chcący zniszczyć mnie nie tylko psychicznie, ale fizycznie. Ból żołądka, skręcanie i przewracanie w brzuchu, rozdrapywanie skórek przy palcach, ból głowy, zatok – brzmi znajomo?

Stres atakuje po cichu. Jeśli go w miarę szybko nie opanujemy, zacznie nas po prostu zabijać. Sama nie do końca jeszcze rozpracowałam metody, które pomogą opanować ten okropny stan. Jednak wiem, że jeśli dorzuca nam się dodatkowe zadania i właściwie nie wiemy, za co się zabrać, to należy wykonać te priorytetowe. Określić, co wymaga najszybszej reakcji i bez zbędnego narzekania – odrzucić resztę. Nie warto się załamywać, że nie zrealizowaliśmy wszystkich obowiązków. Nie jesteśmy robotami, którzy są zaprogramowani do pracy dwadzieścia cztery godziny na dobę (już nie wspomnę o mamach na pełen etat, chapeau bas!).

Wymagasz od siebie więcej niż możesz? Piona

Ostatnio wydawało mi się, że wciąż pracuję za mało, że powinnam cisnąć w to życie jeszcze, mocniej, bardziej! Jednak szybko zorientowałam się, iż to po prostu zwiększa presję, taką wewnętrzną. My kobiety chyba tak mamy – musi się dziać. Tylko jakim kosztem? Oby nie naszego zdrowia. Spróbuj wyjść z siebie. Serio. Stań mentalnie obok własnej osoby, własnego dnia. Czy rzeczywiście robisz mało? Sama tak zrobiłam i przejrzałam na oczy. Tyle rzeczy w ciągu doby – obowiązki domowe, praca na etat, praca poza etatem, ćwiczenia fizyczne, gotowanie, pieczenie, planowanie kolejnego dnia, pracy na następny dzień… Przecież to jest masa zadań!

JEDNO ZADANIE NA DZIŚ – wyjść z siebie i poobserwować trochę osobę obok. Spójrzmy jak wielcy jesteśmy.

Masz prawo do odpoczynku

Odpoczynek? Czy w dzisiejszych czasach w ogóle istnieje taki termin? Wydaje mi się, że często to słowo bywa mylone z lenistwem.

Trudno o tę umiejętność odpoczywania, kiedy wokół każdy jest produktywny i wyciska z dnia sto procent. Sama się o tym przekonałam właśnie dziś – gdy mój organizm zaprotestował. Przystałam na jego nawoływania w postaci bólu głowy, brzucha i wszelkich innych objawów somatycznych. Zdecydowanie musiałam posłuchać własnego ciała. Zatem odpoczynek. Czyli co właściwie? Usiadłam na kanapie i rozejrzałam się wokół. Co dalej? Otóż byłam na skraju załamania, bo coś ciągle mi podpowiadało, że trzeba zrobić to i tamto, muszę wykonać setki zdań, które sobie założyłam. Znowu pęd, znowu nacisk.

Każdy ma swoją definicję odpoczynku

Relaksuję się zwykle przy aktywności fizycznej, to mi dodaje endorfin, napędza do działania. Ale tutaj już nie chodzi o kolejne dokładanie sobie dawki mocy. Kiedy naprawdę organizm jest zmęczony, to potrzebuje czasem nie robić kompletnie nic i pozbierać myśli, które odpychamy w ciągu tygodnia, bo na to nie starcza już doby. Mój odpoczynek to:

  1. Uzupełnianie pamiętnika, w którym te wszystkie swoje myśli spiszę i zobaczę, co naprawdę czuję.
  2. Pisanie książki!
  3. Pieczenie, kombinowanie w kuchni – dla innych może to nie być definicja odpoczynku, natomiast dla mnie jest to pewnego rodzaju medytacja. Skupienie, uważność nad daną czynnością.
  4. Leżenie – fajnie jest poleżeć, jak trzeba to choćby cały dzień.
  5. Długa kąpiel
  6. Automasaż – odpalam filmiki na Youtubie i bacznie naśladuję ruchy fizjoterapeutów. Od razu mi lżej – na umyśle także.

Co jest w tym wszystkim najlepsze? Kolejnego dnia czuję się jak nowonarodzona.

Produkty, które robią mi dietkę

Dziś bez obrazka, zdjęcia. Dziś operuję tylko słowem. Chciałam się podzielić listą produktów, które naprawdę robią mi dietkę, umilają to odżywianie.

  1. Jabłka – kocham i wcinam na przekąskę.
  2. Chleb żytni bez drożdży – po prostu raj i zbawienie dla mojego skażonego kandydozą organizmu.
  3. Wafle ryżowe – czasem sobie nawet pozwalam na te w czekoladzie, a co. Zawsze to jakiś ratunek, kiedy chce się coś przegryźć. Tylko uwaga, one też swoje kalorie mają, także warto sprawdzać tabelki z tyłu, bo taki jeden może mieć z 70 kcal.
  4. Mrożonki – mrożone nie jest złe! Do owsianki wrzucam maliny (z dodatkiem słodzika np.), mrożony mix warzyw często mnie ratuje, kiedy nie mam w ogóle pomysłu na obiad, szpinakiem też nie gardzę.
  5. Produkty bez laktozy – jako, że byłam mlecznym dzieckiem – teraz to wszystko się na mnie odbija. Alergia na laktozę sprawiła, że musiałam zakupić pewne zamienniki. Mlekovita oferuje takie produkty, wobec czego zajadam czasem serek śmietankowy puszysty bez laktozy czy po prostu goudę bez laktozy. Mleko także bez laktozy, ale tylko do kawy.
  6. Napoje roślinne – każdy zna, ale dla mnie to niesamowite odkrycie! W mojej kuchni króluje kokosowe i czasem migdałowe – niebo.
  7. Pomarańcza i grejpfrut – polubiłam się z innymi owocami, aby urozmaicić dietkę. Pierwsze jadałam może raz na rok, a drugie… wcale! Polubiłam grejpfruta, bo zwalcza candidę! Także – grzybie precz!
  8. Pieczarki – przez utarte schematy o tym, że nie mają one żadnych wartości odżywczych, odrzuciłam je całkowicie. Jednak jak się okazuje, to wcale nie są takie tragiczne. Warto poczytać o walorach tych grzybów! Na pewno niezwykłym atutem jest to, że mają malutko kalorii!
  9. Imbir – poranna woda z imbirem to już mój rytuał. Polecam na lepsze trawienie.
  10. SUPLE – z powodu niedoborów w moim organizmie, zaczęłam suplementować magnez w kroplach i witaminę D3 + K2, także w kroplach. Dorzuciłam do tego także Omega-3 i witaminę C. Po ok. miesiącu stosowania zaczynam widzieć rezultaty. Dobrze dobrana dieta i uzupełnienie niedoborów = o wiele lepsze samopoczucie!

#przepis na Snickersa po mojemu

SKŁADNIKI

100 g daktyli (ostatnio w promocji w Rossmanie, za ok 2,50 zł)

50 g mąki jaglanej lub pszennej

1 jajko

1 łyżeczka proszku do pieczenia

20/30 g masła

30/40 g cukru pudru

20 g proszku budyniowego + 150 g mleka/napoju roślinnego

40 g masła orzechowego

3 łyżki cukru kokosowego/zwykłego/trzcinowego (jak kto woli)

Aromat waniliowy

10/15 g orkiszu (również dostępne w Rossmanie za ok. 3 zł)

👉🏻WYKONANIE

Spód:

1. Miksujemy: masło, mąkę, jajko, cukier puder, proszek do pieczenia.

2. Wylewamy na blaszkę i wkładamy do piekarnika na ok. 20 minut, w temp. ok. 190 st. Po tym czasie wykładamy i pozostawiamy do wystygnięcia.

Masa budyniowa:

Proszek budyniowy mieszamy z 50 g mleka. Pozostałe 100 g gotujemy w rondelku. Proszek z mlekiem wlewamy do rondelka, gdy mleko zacznie się gotować. Mieszamy do uzyskania budyniowej konsystencji.

Masa karmelowa:

Moczymy daktyle pod gorącą wodą, pozostawiamy na ok. 15 minut. Następnie miksujemy daktyle, cukier, masło orzechowe i dodajemy trochę ciepłej wody. Na sam koniec pokropić aromatem waniliowym, 2-3 krople.

👉🏻FINISZ

Na spód wylewamy masę budyniową, posypujemy orkiszem, a następnie wylewamy masę karmelową. Całość jeszcze raz wrzucamy do piekarnika, ok. 190 st., 15 minut

Dlaczego nie ma modelki? Czyli o pewności siebie

Zanim się szczegółowo rozpiszę, chciałabym pokazać pewne zdjęcie…

Kogoś tu brakuje, prawda? To właśnie dzięki osobie na zdjęciu, zyskuje ono na wartości. Śmieję się, że brakuje tu modelki. Gdzie zatem się podziała?

Mała wiara w siebie, smutek wewnętrzny – generalnie stanowiłam absolutny kontrast dla tego widoku. Ale czemu? Właściwie to z samym ciałem nie było źle. Z czasem je wzmocniłam i poprawiłam jego kondycję. Natomiast najwięcej się działo w głowie. Bo co z tego, że zrzuciłam zbędny balast w postaci tkanki tłuszczowej, skoro umysł był i tak przeciążony? Natłok myśli, które podpowiadał wewnętrzny krytyk, spowodował, że to raczej nie ciało potrzebowało reżimu ćwiczeniowego a rozum.

Można schudnąć, ale lepiej sobie poukładać porządnie w głowie

Kiedy już dopięłam swego, osiągnęłam w miarę dobrą sylwetkę, to zaczęłam się zastanawiać co jest nie tak. Czegoś mi brakowało. Zadawałam sobie zatem różne pytania: o to, co robić w życiu, czym się zajmować, jaką mieć pasję, jaką należy być… Wszystkie te zagadki sprowadzały się do jednego – słuchania samej siebie. Zaczęłam od przeproszenia swojego wewnętrznego dziecka, które otrzymywało ode mnie same negatywne sygnały, było zbyt skulone, by oddać trochę radości na co dzień. Następnie ściągnęłam aplikację apple Podcast – pozwoliła mi na znalezienie masy ciekawych ludzi, niosących w swoim audio wiele mądrych treści: począwszy od żywienia, skończywszy na osiąganiu spokoju ducha. Później stwierdziłam, że zdecydowanie za mało czytam. Męczę natomiast oczy jakimiś głupotami, które podrzuca mi Internet. Kupiłam sobie książki, które mam zamiar skończyć w tym roku. Podchodzę do tematu skrupulatnie, bo robię notatki z każdego rozdziału, skupiam się na każdym słowie i wykonuję ćwiczenia (jeśli takowe są zalecane). Póki co, to „Nawyki warte miliony” królują na moim biurku. Na razie stanowi to źródło wszelkiej motywacji.

Czy modelka się pojawi?

Ależ oczywiście, że tak! Modelka nawet zapozuje z uniesioną głową, z domieszką uśmiechu nawet, a co! Wiele można w sobie zmienić. Jednak nic samo się nie stanie. Warto ćwiczyć i pracować nad sobą – niekoniecznie ciągle fizycznie, ale umysłowo.

#przepis na ciacho do kawy

Wpadam dziś z totalną improwizacją! Moje ciacho do kawy! Idealne ciasto na niedzielę lub też… po prostu, na chwilę dla siebie, na popołudnie. Bardzo łatwy i szybki przepis.

SKŁADNIKI:
budyń czekoladowy ok. 12 g + mleko bez laktozy ok. 120 g

herbatniki Krakus (mogą być inne) – u mnie było to 10 sztuk + 1 do pokruszenia

kajmak – ok. 20 g

orkisz – ok 10 g (w Rossmanie dostaniecie za jakieś 3-4 zł)

czekolada Wedel gorzka – 3 kostki

mleko kokosowe/zwykłe mleko – ok 20-50 g (potrzebne będzie do zrobienia polewy z czekolady)

masło – ok. 3 g

Wykonanie:

  1. Układamy 5 herbatników w naczyniu
  2. Robimy masę – 100 g mleka podgrzewamy, 20 g mleka mieszamy z proszkiem budyniowym. Jak 100 g w rondelku zacznie wrzeć, należy wrzucić rozpuszczony proszek w mleku z osobnej szklanki.
  3. Czekamy aż budyń ostygnie, a następnie wykładamy go na herbatniki.
  4. Na masę budyniową wykładamy pozostałe herbatniki, zostawiamy jednak 1 do pokruszenia.
  5. Na herbatniki wykładamy kajmak – smarujemy każdy.
  6. Następnie kruszymy jeden herbatnik i posypujemy ciacho. Potem rozrzucamy orkisz.
  7. W rondelku rozpuszczamy masło, a następnie wrzucamy 3 kostki gorzkiej czekolady. Dolewamy odrobinę mleka/mleka kokosowego, żeby uzyskać odpowiednią konsystencję.
  8. Studzimy i wylewamy na całość naszego ciacha.

Wkładamy do lodówki na ok. 1-2 h

Im dłużej w lodówce, tym ciacho jest lepsze! 🙂

Jakie robisz pierwsze wrażenie?

Ostatnio miałam pewną refleksję odnośnie pierwszego wrażenia. Zawsze chciałam przed kimś się jakoś pokazać, udowodnić coś. Wiadomo, każdy chce, żeby inni go lubili, podziwiali, doceniali. Ale pytanie – jakim kosztem?

Moje małe wnioski:

Przede wszystkim nie ma sensu udawać na siłę kogoś, kim się nie jest. Jeśli masz ochotę się z czegoś zaśmiać – śmiało! Po co blokować endorfiny. Jeśli coś ci nie pasuje i chcesz się wypowiedzieć – dawaj! Nie ma sensu się obawiać. Nie twórz czarnych scenariuszy, tylko wyraź siebie. Kogoś najwyżej skłonisz do głębszej dyskusji. Nic wielkiego.

Nie ma sensu także wciskać się w ubrania, w których się czujesz nieswojo. Przy kolejnych spotkaniach też będziesz się męczyć? Ciało ci podziękuje za zwyczajny outfit. Twój.

Przed wyjściem zrozum, że to twoje życie. Ty tu rządzisz i od ciebie zależy, kogo zapraszasz do swojego świata. Jeśli komuś nie odpowiadasz, to nie ma sensu, by przekraczał choćby próg twojej przestrzeni. Nie ma! Pora właśnie zrozumieć, nauczyć się zdrowego egoizmu. Zbyt długo kazano nam być nazbyt pokornymi i cierpiącymi, na każdym kroku przepraszającymi.

Czasem warto też posłuchać swojego wewnętrznego dziecka, które zostało poharatane przez wiele czynników: szkoła, rówieśnicy, praca, rodzice, otoczenie. To właśnie ono chłonęło wszystkie zasady, żeby dołączyć do półki pt. „odchowane masowo”. Tylko na co? Na uciszonego obywatela w szeregu?

Świat jest wystarczająco okrutny. Uwolnij tego dzieciaka sprzed lat.

Masz zatem jedno pierwsze wrażenie. Kim jesteś?

I zjedz czasem pizzę.

Gdzie na wakacje w 2021?

Pewnie każdy się zastanawia, jak to będzie. Czy ujrzymy wymarzoną plażę, czy odetchniemy na urlopie wśród rozmaitej flory i fauny, pod palmą…

Aktualnie z tego, co śledzę, prawie wszędzie trzeba zrobić test na COVID przed wylotem. Chyba nie do Meksyku, ale to się co chwilę zmienia. Dlatego nie będę dawać tutaj rad, gdzie najlepiej się udać. Chciałam się podzielić refleksją na temat samego urlopu – o tym, czemu właściwie to dla mnie istotne.

Uwielbiam podróże, ten zastrzyk energii, kiedy myślę o przygodzie. Każdy wylot, każdy wyjazd to prawdziwe wyzwanie. Nagle myślenie się zupełnie wyłącza, mózg przyjmuje inną funkcję. Jakby nagle przebierał się w bikini, po czym wyciągał drinka i rozkładał leżak.

W moim pamiętniku zanotowałam cele podróżnicze na najbliższy czas: Hiszpania, Włochy no i… wymarzone Stany Zjednoczone.

Może uda się TOSKANIA w tym roku? Jednak z maseczką na plaży jakoś tego zupełnie nie widzę. A tymczasem ginę w marzeniach podróżniczych, słuchając pozytywnych rytmów. Bębny, dobrze zgrane bity i człowiek od razu przenosi się w rajskie klimaty.

ALOHA.